20 listopada 2010

19 listopada 2010

Mikołaj

piątek, 6. rano (i tak dobrze, że nie sobota), spię...

Łucja: Mamo!!! MAMOOOOO!!! był Mikołaj w nocy, zabrał listy spod poduszki!!! Zostawił czekoladowego Mikołajka!!! Był, naprawde!!! Teraz już wie, że ja chcialabym dostac DUDY!!! Bo ja mu narysowałam dudy i on mi je teraz przyniesie!!! Na pewno!!! Będę miała dudy, nareszcie!!!...

03 października 2010

Rybka

Mielismy dwie rybki. Mielismy, bo jedna nie przetrwala i pod moja i Lucji nieobecnosc odeszla od nas. Po powrocie do domu, Lucja, zauwazywszy brak rybki pyta Tate, gdzie ona teraz jest. Na odpowiedz, ze poplynela do morza Lucji wyraznie opadly rece, przewrocila oczami i zrezygnowana rzucila "no przeciez ona jest slodkowodna"...

Byl tez ciag dalszy.
L: Tato a jak ta rybka dostala sie do morza?
T: Rura kanalizacyjna...
L: Jak? Wykopales ja?

10 września 2010

[no comment]

Ja: Łucja, gdzie jest zakrętka od Twojej wody?
Ł: No to przypomnij sobie, gdzie ją położyłaś...

29 sierpnia 2010

Biedronki i inne...

Łucja: Mamo czy jak przemalowałaś pokój to zabrałaś ten żyrandol z biedronkami?
Mama: Tak, był już strasznie brudny i pożółkły... Trzeba go było wyrzucic...
Łucja: A czy mozesz mi na tym nowym też coś namalowac?...
Mama: A co byś chciała?
Łucja: Moze znów biedronki, albo motylki, albo coś innego fajnego... np. kleszcze...

23 sierpnia 2010

(Nie)zasłużony odpoczynek

Babcia wybrała sie na łąke, po cieżkim tygodniu w pracy, posiedziec na słońcu i poodpoczywac troche, a potem przyjechala do nas...
Łucja: Babciu zrobiłaś mi ten album ze zdjęciami z wakacji, który mi obiecałaś?
Babcia: Niestety, kochanie jeszcze nie zrobiłam, wiesz, miałam dużo pracy i nie miałam czasu...
Łucja: A na łąke to pojechałaś...

20 sierpnia 2010

Sumienie matki musi wiele wytrzymac...

Po obiedzie, który jedni zjedli a inni nie zjedli, zaproponowalam lodziki. Oczywiscie tylko tej pierwszej grupie, na co druga grupa w osobie Łucji uderzyła w ton rozpaczy... Płacze, nikt nie zwraca uwagi, krzyczy, nikt nie zwraca uwagi. W koncu została poproszona o póście do swojego pokoju. Poszła, uspokoiła się, wraca i z porażającym smutkiem w oczach pyta: "Czy Ty będziesz się dobrze czuła jak będziesz sobie jadła te lody a ja będę tu płakała???"

08 sierpnia 2010

Dzieci w chmurach

Pokój od nowa

I żyrafa, która mieszka w niebie

I latawiec się zaplątał...

I Igi odlatuje...


23 lipca 2010

Generation alpha?

O tym, że młodsze pokolenia coraz bardziej różnią się od swoich rodziców wie już chyba każdy. I, że dzieciaki coraz wcześniej uświadamiają sobie istnienie globalnej społeczności. I, że technologia dociera do nich szybciej i łatwiej i jest dla nich bardziej naturalna...
Dzisiaj właśnie dopadła mnie ta rzeczywistość.
Igor płacze za swoim ulubionym kubkiem, który właśnie włożyłam do zmywarki. No i nie daje sobie wytłumaczyć, że jest brudny i będzie się myć. Więc mówię dobitnym tonem: "Kubeczek dostaniesz później bo jest teraz brudny, i kropka". Na co wpada Łucja i równie dobitnym tonem oznajmia: "No właśnie, kropka pl"

22 lipca 2010

Seven

Łucja dzisiaj postanowiła nigdy nie pisać cyfry "siedem" z trzecią kreską, tą w połowie. Spytana o powód stwierdziła, że siódemka pisana po amerykańsku bardziej jej się podoba...

Nie wiem czy to taka globalna tendencja amerykanizacji przedszkolaków czy my obciążenie rodzinne mamy...

Po namyśle to mi też się amerykańska siódemka bardziej podoba...

Time flies...

Teraz, jak juz emocje mundialowe ma za sobą, Tato może spędzać miłe chwile na rozmowie z córką...
Jedziemy. Na Bielany. Oczywiście zaraz po włączeniu silnika pada pytanie.
Łucja: Długo będziemy jechać?
Tato: 15 minut
Ł: A ile to jest?
T: 15 minut
Ł zniecierpliwiona: Ale ile, długo???
T: To zależy, raczej nie...
Ł: Ale ile to 15 minut?
T: Jedna czwarta godziny
Ł: A to długo?
T: Raczej nie.
Ł: A ile to jest? 5 minut?
T: Nie, 15...

I od początku...

Dojechaliśmy. Czuliśmy się jakbyśmy jechali dwa dni... Tato chciał zawrócić i jechać do Magnolii ale chyba wizja kolejnych 15 minut go skutecznie odstraszyła.

08 lipca 2010

Biedne dzieci

Biedne te nasze dzieci. Bywają takie momenty w ich życiu, że muszą się przystosować do warunków bo warunki do nich się przystosować nie chcą...
Teraz na przykład borykają się biedactwa ze skutkami tego, że matka siedzi i uczy się do sesji a ojciec ogląda Mundial. Oto efekty...






Jak widać idzie im nieźle...
Dodać trzeba, ze kochane dzieciaczki same sobie pościeliły...

06 lipca 2010

Pij mleko

Łucja: Mamo a czemu trzeba pić mleko?
Ja: Bo mleko jest potrzebne. Ma w sobie takie elementy, które pomagają budować kości...
Łucja: Jakie elementy? Osteoblasty?
Ja: ......Eee... mmmm...hmmmm... No, nie... wapń zwykły...

30 czerwca 2010

Rozwiązywanie zadań


Tak oto Łucja, rozwiązując zadania, nie trzyma się poleceń...

27 czerwca 2010

Dzieci vs. rodzice

Dzieci całe szczęśliwe bawią się na balkonie. Ponieważ mają tam swoje kwiatki, które wymagają podlewania, biegają co chwile po wode, znacząc droge z łazienki na balkon wąskim strumykiem... Po pewnym czasie stwierdziłam, że tej wody wystarczyłoby już do zalania całego balkonu (co oni zresztą zrobili) i powiedziałam "stop". Niezbyt byli zadowoleni ale co zrobić... Zajeli sie czymś innym.
Ale po jakimś czasie widze, że Łucja, z miną aniołka niesie jakiś pojemnik na balkon. Kazałam jej wrócić do łazienki i wylać tą wodę bo przecież nie pozwoliłam. Łucją zmartwiona zawróciła i wode wylała po czym woła do Igora: "Igor, nie udało się!"

Na szczęście jestem jeszcze  z stanie zwęszyć ich manipulacje.... ale jak długo...

22 czerwca 2010

Straż

Rodzice chcieli uszczęśliwić dzieci i pokazać im wóz straży pożarnej... Ale niestety wóz miał syrene i w dodatku włączoną... Igor zraził się chyba do końca życia...



I uciekł...


Taki z niego twardziel...


BTW, bluzka Celtików wyrazem nadziei Taty, że wygrają ten finał. Nie wygrali, ale i tak ich lubimy...


09 czerwca 2010

Pogaduszki...

Z Igorem też już można fajnie pogadać...

Igora: Ja...
Mama: Ale co "ja"?
I: Gigi.
M:Ale co "gigi"???
I: Blum.

07 czerwca 2010

Niedzielne popołudnie...


I wszystko by było piękne na tej łące gdyby nie było tej trawy...



04 czerwca 2010

Zawód: eeee...

Łucja, otwierając szeroko buzie: Tato, zobacz czy mam czerwone gardło...Aaaaa....
Tato: Ale ja się na tym nie znam..
Łucja: A na czym się znasz?
Tato: Eee, ja się znam na cyfrach...
Łucja: A ja się znam na żartach...

02 czerwca 2010

Obraz matki

Czasem zastanawiam się, jak nas widzą nasze dzieci... Jakimi rodzicami dla nich jesteśmy? Jakimi ludźmi jesteśmy w ich oczach?
Wczoraj, z okazji Dnia dziecka kupiłam dzieciom po kwiatku. Odbierając Łucję z przedszkola wręczyłam jej kwiata, na co córka "Oooo, skąd masz? Urwałaś gdzieś?"

I  tak dbając o to żeby dzieci miały jakąś świadomośc otaczającej je przyrody i pewnego do niej szacunku, postrzegana zostałam jako dewastator terenów zielonych...

27 maja 2010

Kwiatki

Babcia woła do Łucji z balkonu: "Łucja czy podlewasz te kwiatki, które od nas dostałaś??"
Łucja: "Tak, babciu podlewam!!" po czym do mnie, ciszej: "Podlewaliśmy?"
Ja w lekkiej konsternacji bo za nami stał dziadek a ja NIGDY nie pamietam o podlewaniu jakichkolwiek kwiatów, na co Łucja, jakby pocieszając: "Kwiatków nie można za dużo podlewać bo zgniją"

To chyba był świetny przykład racjonalizacji... Freud byłby dumny...

26 maja 2010

Dzień Mamy

Samych radości i uśmiechów, odpoczynku i chwili dla siebie od czasu do czasu wszystkim Mamom, a szczególnie mojej.


24 maja 2010

Na poważnie

Matka, której na uczelni natłukli do głowy różnych rzeczy, postanowiła umuzykalnić dzieci... No to słuchamy Vivaldiego Wiosnę cz I, którą Łucja bardzo lubi i słyszy w niej różne ciekawe rzeczy. Słuchamy Lata, też fajne... Ale matka postanowiła z innej beczki dziecku zaprezentować piękne i przejmujące (dla matki najwyraźniej tylko) Bolero Ravela. A tu  bunt, że nie, bo ona tu nic nie słyszy, żadnych ptaszków ani burzy ani nic. I krzyczy do mnie: "UWIERZ MI, ja tego nie chce słuchać..."...

Cudownie!


Dzisiaj nadszedł ten piękny dzień, kiedy Igor własnoręcznie zrobił sobie kanapke. Czyżby moja rola się skończyła i będę teraz mogła spać do 10 a dzieci z głodu nie zginą???...

Szczęśliwy Igor z samodzielnie zrobioną kanapką...

17 maja 2010

Zagwozdka

Dzisiaj zaobserwowałam kolejny kamień milowy w poczuciu jedności moich dzieci jako rodzeństwa...
Kiedy coś nabroją, a dzieje się to nieraz, na moje pytanie, które nabroiło Łucja odpowiada, że Igor a Igor, że Łucja. Do tej pory rozdżwięk w odpowiedziach był mniejszy dlatego wzięli mnie z zaskoczenia i był to dla mnie mur nie do przebicia... Musze się na jutro podszkolić z teorii...

12 maja 2010

A Igi swoje...


Kiedyś nie wierzyłam, że dzieci zasypiają tam, gdzie im się zachce spać...

A tu Igi bał się burzy i schował się pod ławę... Burza wcale nie była aż tak długa...


06 maja 2010

Brudne dziecko...

Brudne dziecko to podobno szczęśliwe dziecko.
Okazuje sie, że najszczęśliwsze jest dziecko brudne na kolorowo...


04 maja 2010

Minki

Igi na zawołanie robi różne minki.
Złą...
Szczęśliwą...

Ale najlepszy jest w smutnej... Cierpi nie gorzej niż Enrique Iglesias na swoich clipach...

24 kwietnia 2010

Węgry

Łucję ostatnio ciekawią flagi państwowe. Dzisiaj dostała książeczkę, w której wkleja się naklejki z flagami przy odpowiednich krajach więc wklejamy... Powyklejaliśmy większość Europy, została nam jedna flaga. Łucją pyta, jaki to kraj... Ja, że Węgry. Nagle Łucja unosi głowę znad ksiązeczki, błysk w oku i krzyczy podekscytowana: "Węgry, to wiem!!! Tam jest dużo papryk!!!...

14 kwietnia 2010

Trochę twórczości

Oto ostatnie rysunki Łucji.

Żabka złapała muszkę...


Króliczek dla Mamy...


Dzieci na placu zabaw - na rowerku trójkołowym, na huśtawce a te na górze to skaczą.


Kąpią się - fajne drzwi do łazienki...


A na koniec nasza rodzinka - Igor w wózku, Łucja obok na różowo, jest i piesek. Zwracam uwage, że u mamy na rączkach jest chyba jeszcze jedno dziecko. No i, że jesteśmy rodziną króliczków...
Ciekawe czemu mama unosi się nad ziemią...

06 kwietnia 2010

Dobry przykład

Chyba jednak czegoś dobrego sie uczą od nas te dzieci... Igor czyta lali do snu... Nawet obrazki jej pokazuje...

01 kwietnia 2010

Śpi...

Kręcił sie, kręcił i zasnął...



Koniec

-Mamo, czy życie się kończy? zapytała wczoraj Łucja. Temat śmierci u nas od roku pojawia się sinusoidalnie i nie jest tematem tabu.
-Kończy się, kochanie.
-A dlaczego?
-Bo człowiek jest trochę jak maszyna, na początku wszystko jest nowiutkie i działa sprawnie ale jak pracuje już baaardzo długo to różne części się psują i przychodzi taki moment, że nie może już działać.
-No właśnie i wtedy dostaje takiej choroby, która nazywa się rak.
-(Oh shit, tego nie przewidziałam...) Tak czasami bywa, ale nie zawsze.
-Jak to?
-No bo ludzie umierają z różnych powodów, nie tylko na raka, a z drugiej strony, ktoś może zachorować na raka i wyzdrowieć...

Tym razem temat śmierci pojawił się pod wpływem koleżanki z przedszkola, która powiedziała im, ze jej dziadek poszedł do nieba... Coś mam wrażenie, ze ją Łucja uświadomiła, co się tak naprawdę stało...

24 marca 2010

Świat według Igora

W skład Igora świata wchodzą:
Gigi, mama, tata, Ufa vel Juja, jam, bubyj, lolot, hau, fofa, baba, miamian, eła, ciuciu, uła, brum, Ilooo, lala, ketka, husiu, ja, kaka, jaja, si, kik-ka, puuu, tamaj, k-ko, dziadzia, kałko, buch, tuta/ciucia, bam, pa, niolno, tauta...

Kto tam? Co to?

Garnitur

Mieliśmy w liceum nauczyciela od fizyki, który swój nastrój wyrażał strojem, a raczej nie nastrój, a tolerancje wobec naszej ignorancji. Jak przychodził w swetrze, wiadomo było, że nasza niewiedza ujdzie nam na sucho, gdy pojawiał się w garniturze, zaczynała sie rzeź. Wniosek: garnitur ma na ludzi dziwny wpływ...
Dzisiaj, mimo, że szkolnie niedoświadczone, nasze starsze dziecko wyczuło bezbłędnie wpływ garnituru na emocje noszącego. Kiedy Tato musiał sie wystroić w garnitur to momentalnie zaczał się zachowywać jak generał na służbie.
Łucja, jakby wyczuwając jakimś szóstym zmysłem nastawienie Tatusia skomplementowała "Tatusiu, ale masz śliczny mundur..!!!."


To mi przypomniało, jak jakiś już czas temu Łucja na widok krawata stwierdziła, że całkiem ładny szaliczek ma Tato...

22 marca 2010

Dziwny świat

Łucja próbuje ogarnąć i zrozumieć wszystko, co ja otacza...
I wydawałoby się, że posiadanie rodziców to sprawa prosta i zrozumiała a jednak może sprawiać problemy...

"Bo czy ja zawsze będę jej mamą?
Nawet jak nie jesteśmy razem?
Nawet jak ktoś sie wyprowadzi, to jego mama to nadal mama, a tato to nadal tato?
Czyli jak Asia kiedyś mieszkała u swojej mamy a teraz mieszka z Damianem to czy znaczy, że teraz Damian jest jej tatą??"

Skomplikowane to wszystko...

18 marca 2010

Odlot

Leci...

Z innej perspektywy



Czasem warto zmienić kąt patrzenia na sprawy...

16 marca 2010

Wiosna

Łucja też tęskni za wiosną...

15 marca 2010

Changes, jak śpiewał Tupac

Zmiany, zmiany...
Igor drugą już noc zaypia bez smoczka. W dzień smoczka również nie używa.
Niestety, są też ciemne strony, niepokojąco przedłuża się usypianie wieczorne przy jednoczesnym intensywnym monologu Igora.

Tak było dzisiaj:

Igi: Mamoooooo?
Mama: Tak?
I: Jaja? (ze wskazaniem na własną pieluchę)
M: Tak Igi, masz tam jajeczka...
I: Tata?
M: Tak, tata też...
I: Mama?
M: Mama nie.
I: Mniamnia? (Damian - przypis autora)
M: No raczej tak.
I: Fofa? (Ciocia - przypis autora)
M: Ciocia nie.
I: Ufa? (Łucja)
M: Łucja też nie.

Łucja: Nie moge spać jak on tak gada!...

I: Mamoooooo?
...
I: Hau? (ze wskazaniem na włosy na karku)
M: Tak, piesek chwycił cie za włoski...
I: Mniamnia? (Tak, u Damiana...)

I: Mamooooo?
...
I: Tata?
M: Nie ma taty...
I: Brum?
M: Tak pojechał autem...
I: Ilooooo ?
M: Tak, bedzie słuchał piosenki o Nowym Yorku... (z trudem udaje nam sie przekonać dzieci do wysłuchania w samochodzie innej piosenki)

I: Mamooooo?
Tu, wobec braku mojej reakcji,  zostaje odśpiewana piosenka o Nowym Yorku...

Łucja: Mamo!!!

Było jeszcze sprawdzanie, czy na poduszce z kotkiem będzie wygodnie (nie było).
Potem kilka jęków bo czegoś mu brakowało złagodzonych przez kilkusekundowe głaskanie po czółku i upragniona cisza...

Tylko nie moge sobie teraz przypomnieć, co w tym smoczku przeszkadzało mi najbardziej...

Odwet

Tato chciał się dzisiaj córce odgryźć za wczorajszego skarżypytę i jak tylko Łucja pożaliła się na Igora, tato stwierdził, że skarży. Na co Łucja, że kto się przezywa, ten sam się tak nazywa...
2:0 dla Łucji.

Nie ładnie, tato...

Po powrocie z szanownej uczelni zastałam w domu lekko burzową atmosferę. Szczególnie zauważalna była ona między córką a tatusiem. Tatuś chodził ze zmarszczonym czołem a córka na każdą taty uwagę (niezbyt miłym tonem robioną) reagowała mniej lub bardziej dostrzegalnym oporem. Próbuję dowiedzieć się co sie działo, najpierw od tatusia. Tatuś stwierdził lakonicznie, że do Łucji nie dociera to, co on mówi.
Więc próbuję z drugiej strony, pytam Łucje, czy tato ma powody, żeby sie na nią skarżyć... Na co Łucja, patrząc z wyższością na tatę stwierdziła, że skarżyć jest brzydko a jak ktoś ciągle skarży to sie nazywa skarżypyta...
Niełatwa jest rola mediatora, choć czasem wystarczy zadać jedno odpowiednie pytanie...

11 marca 2010

Przedwiośnie

Dzisiaj na spacerze Igor wziął do ręki psią kupę. Rozmrożoną. Dwa razy. A potem wywalił się w błoto.
Przedwiośnie to czy taki urok Igora?

01 marca 2010

Bajka

"Bajka o Panu, który nadmuchał sobie głowę"
Autor: Łucja

"Dawno, dawno temu był Pan, który nadmuchał sobie głowę. Mało konkretów? Nie mógł jeść chrupek ani odkleić naklejki z czoła. Miał dwie buzie i urósł do kosmosu..."

CDCN - Ciąg dalszy chyba nastąpi...

23 lutego 2010

Wystawa

A to mała próbka talentu fotograficznego Łucji...

Ulubiony obiekt...


Choć czasem już też się buntuje...


Ale bierze przykład, mimo aparatu - atrapy...
Są i pieski...
I książeczki (Łucja ostatnio znalazła Justynę Durella (po prawej) i kazała sobie czytać)...

I była zima z pędzącego auta...


I mama...

No i sama artystka w wersji impresjonistycznej...

Są jeszcze ściany, okna, noga, oko, racuszek, zabawki, wiele wersji Igora i taty nogi... Wszystkie niepowtarzalne...

22 lutego 2010

Przedziwna istota

Przedziwną istotą jest pięciolatka. Takie niby dziecko a żąda odpowiedniego traktowania, wcale nie dziecięcego... Fasynujące są jej poplątane myśli czy momenty zamyślenia w zestawieniu z konkretnością wypowiedzi. Oburza się, jak powtarzamy jej coś dwa razy. Z wzruszeniem ramion i przewracając oczami jęknie : "no wiem, wiem, przecież już mi to mówiłaś". Żąda poszanowania swojego zdania, jak wtedy, gdy popisała sobie ręke długopisem i na moją uwagę, że jak ona teraz wygląda stwierdziła: "Tobie się może nie podobać, mi się podoba". I prowadzi rozmowy telefoniczne z koleżankami. I ma tajemnice... A z drugiej strony jest taka delikatna i chciałoby się ją bronić przed całym światem, mimo, że widzimy, że ona świetnie broni się sama. I boi się ciemności. I śpi ze swoim liskiem. I czasem potrzebuje spokoju i ciszy i wtedy zamyka sie w swoim pokoju. A czasem usiądzie i się nad czymś zastanawia. I próbuje zrozumieć wszystko, co się wkoło niej dzieje. I chciałoby się jej wszystko wytłumaczyć i otworzyć wszystkie drzwi ale przecież to jej zadanie. I czasem tylko ciężko nam pamiętać, że, mimo, że ma dopiero pięć lat, sama jest już Panią Swojego Świata.

Wszystkiego najlepszego Kochanie!

18 lutego 2010

Jam

Igor zaczyna komunikować się całkiem werbalnie. I zaczął oczywiście od wyrażenia podstawowej, w jego świecie czynności. Co ciekawe, krótkie słowo "jam" może być użyte w przeróżnych kontekstach, np.: z palcem wskazującym na wędlinke na Łucji kanapce, ze spojrzeniem prosto w oczy i w intonacji pytającej oznacza "czy mogę to zjeść?", ze zmarszczonymi brwiami i groźnym tonem na moje ogłoszenie pory spania znaczy "No, jem przecież!...", jako żywiołowa odpowiedz na pytanie skierowane do Łucji oznacza "jak ona nie chce tego zjeść, to ja zjem!!!". Przykładów można by mnożyć. Nigdy nie było wielu wątpliwości, co do syna zapędów w kwestii jedzenia, teraz syn rozwiał już wszystkie...

Urodziny

Nasze dzieci uparły się żeby przyjść na świat w lutym. Z tego wynika coroczny problem, czy robić im urodziny razem czy osobno. Drugi problem, bardziej skomplikowany to, co kupić na prezent.  I po raz kolejny rodzice wykazali się dogłębną znajomością poplątanych preferencji swoich dzieci. Pośród sporej liczby podarków wyłoniły się dwa kluczowe... Za Halamą: "ja wiedziałam, ze tak będzie..."

Oto Igor ze swoim. Nie rozstaje się z nim praktycznie wcale a wszystkim zwolennikom tradycyjnego podziału ról zdaje się pokazywać język...



Łucji prezent kryje się w tej czerwonej torebeczce i jest nim PRAWDZIWY APARAT!!! Chyba z niej jakaś Ciotka Ania bedzie czy co... Mamy teraz obfotografowane wszystko w domu... No i musimy sie bardziej pilnować bo nie wiadomo, w którym momencie i z której strony nadbiegnie nasz papparazzi...




Dziękujemy Cioci Reni!



09 lutego 2010

Chora

A tu Łucja refleksyjna, chora...