Wczorajszy wieczór wymknął się spod kontroli.
Dzieci normalnie śpiące o godzinie 20, wczoraj o 21 szalały w najlepsze, a że zmęczone to kończyło się to nie raz płaczem i pretensjami... O 21.04 zaczeło się wychodzenie z pokoju (siedzieli u siebie bo oficjalnie zostali położeni spać już godzine wcześniej). Rodzice zmęczeni do tego stopnia, że zaczeło ich to bawić więc wybuchy śmiechu trzeba było ukrywać za monitorem komputera.
I tak Łucję bolał brzuszek z głodu, Igor bawił się w najlepsze, potem doszły nas śmiechy i krzyki, że Igor wlazł do jej łózka i jej przeszkadza, po czym zabawa przeniosła sie do łóżka Igora, następnie było picie (dwóch szklanek wody, bardzo się chciało) i siadania na parapecie na czas a na końcu siku... (rodzice cierpliwie traktowali dzieci jakby juz spały, bo to powinni byli robić o tej godzinie)
Na koniec Łucja wracając do pokoju z ubikacji zastała zamknięte drzwi a za nimi Igora trzymającego je tak, zeby ich nie otworzyła. Po serii stuków i prób wtargnięcia, Łucja płaczliwym tonem zawołała; "Igor, czy Ty myślisz, ze to tylko Twój pokój..."
W tym momencie, o godzinie 21.30 tato sie wkurzył i poszedł zrobić porządek.
Zasneli...
A to aniołek poranny samoleczący się...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz