Postanowiliśmy nie marnować chyba ostatniego ciepłego i słonecznego weekendu i wybraliśmy sie na wycieczkę do Sobótki z zamiarem przegonienia dzieci po górkach... Jednak jeszcze zanim wyjechaliśmy z Wrocławia, Łucji słowotok przypomniał mi majową podróż do Prababci w góry za Kraków.
Do przejechania 347km z Wrocławia. Babcia mieszka ok 60km za Krakowem.
Ok 90 km od Wrocławia dzieci zgłodniały wiec zajeźdźzmy na parking przy Górze Św. Anny, jemy i chwile odpoczywamy.
Po ok pół godzinie wsiadamy do auta i opuszczamy parking. No i komentarz Łucji: "Fajnie było u tej Babci w górach. Teraz możemy jechać do domu..."
W czasie podróży nad morze (450km), na Moście Milenijnym, ok 1.5km od domu Łucja pyta czy już jesteśmy an miejscu...
Milusie są te wspólne wycieczki... Tyle czasu na rozmowe...
26 października 2009
22 października 2009
Plany na przyszlość
Wczoraj wieczorem, kładąc się spać, Łucja wyznała, że jak będzie duża to będzie rozwozić pizze...
Hmmm...
I w łeb wzięły plany taty o kontrakcie z WNBA...
Hmmm...
I w łeb wzięły plany taty o kontrakcie z WNBA...
21 października 2009
Tato
Łucja: -Tato masz tu mokre spodnie...
Mama: - Pewnie sie posikał ;)
Łucja: - Posikałeś sie?...
Tato: -Tak, wlaśnie tak.
Łucja (śmiejąc się): -Taki duży chłopak i nie mogł dojśc do ubikacji...
Mama: - Pewnie sie posikał ;)
Łucja: - Posikałeś sie?...
Tato: -Tak, wlaśnie tak.
Łucja (śmiejąc się): -Taki duży chłopak i nie mogł dojśc do ubikacji...
20 października 2009
Kilka migawek z wczorajszego dnia
Wczoraj był fajny dzień. Odwiedziła na Roska z mamą i dziewczyny bawiły sie świetnie...
Zgodnie z umową sprzed dwóch miesięcy Roska przywiozła swoje wrotki i dziewczyny śmigały po mieszkaniu z prędkością światła...
Był i deser i szaleństwa a w międzyczasie tata urządził pokaz zimnych ogni...
Zgodnie z umową sprzed dwóch miesięcy Roska przywiozła swoje wrotki i dziewczyny śmigały po mieszkaniu z prędkością światła...
Był i deser i szaleństwa a w międzyczasie tata urządził pokaz zimnych ogni...
Żeby towarzystwo wyciszyć wyświetlona została ukochana ostatnio bajka, Kung Fu Panda. Panda została natychmiast uwieczniona i wygląda tak...
Kolacja też okazała sie tematyczna. Po oglądnięciu bajki Łucja postanowiła kolacje zjeść pałeczkami i, co ciekawe nawet jej wychodziło...
16 października 2009
Wymkneło się...
Wczorajszy wieczór wymknął się spod kontroli.
Dzieci normalnie śpiące o godzinie 20, wczoraj o 21 szalały w najlepsze, a że zmęczone to kończyło się to nie raz płaczem i pretensjami... O 21.04 zaczeło się wychodzenie z pokoju (siedzieli u siebie bo oficjalnie zostali położeni spać już godzine wcześniej). Rodzice zmęczeni do tego stopnia, że zaczeło ich to bawić więc wybuchy śmiechu trzeba było ukrywać za monitorem komputera.
I tak Łucję bolał brzuszek z głodu, Igor bawił się w najlepsze, potem doszły nas śmiechy i krzyki, że Igor wlazł do jej łózka i jej przeszkadza, po czym zabawa przeniosła sie do łóżka Igora, następnie było picie (dwóch szklanek wody, bardzo się chciało) i siadania na parapecie na czas a na końcu siku... (rodzice cierpliwie traktowali dzieci jakby juz spały, bo to powinni byli robić o tej godzinie)
Na koniec Łucja wracając do pokoju z ubikacji zastała zamknięte drzwi a za nimi Igora trzymającego je tak, zeby ich nie otworzyła. Po serii stuków i prób wtargnięcia, Łucja płaczliwym tonem zawołała; "Igor, czy Ty myślisz, ze to tylko Twój pokój..."
W tym momencie, o godzinie 21.30 tato sie wkurzył i poszedł zrobić porządek.
Zasneli...
A to aniołek poranny samoleczący się...
Dzieci normalnie śpiące o godzinie 20, wczoraj o 21 szalały w najlepsze, a że zmęczone to kończyło się to nie raz płaczem i pretensjami... O 21.04 zaczeło się wychodzenie z pokoju (siedzieli u siebie bo oficjalnie zostali położeni spać już godzine wcześniej). Rodzice zmęczeni do tego stopnia, że zaczeło ich to bawić więc wybuchy śmiechu trzeba było ukrywać za monitorem komputera.
I tak Łucję bolał brzuszek z głodu, Igor bawił się w najlepsze, potem doszły nas śmiechy i krzyki, że Igor wlazł do jej łózka i jej przeszkadza, po czym zabawa przeniosła sie do łóżka Igora, następnie było picie (dwóch szklanek wody, bardzo się chciało) i siadania na parapecie na czas a na końcu siku... (rodzice cierpliwie traktowali dzieci jakby juz spały, bo to powinni byli robić o tej godzinie)
Na koniec Łucja wracając do pokoju z ubikacji zastała zamknięte drzwi a za nimi Igora trzymającego je tak, zeby ich nie otworzyła. Po serii stuków i prób wtargnięcia, Łucja płaczliwym tonem zawołała; "Igor, czy Ty myślisz, ze to tylko Twój pokój..."
W tym momencie, o godzinie 21.30 tato sie wkurzył i poszedł zrobić porządek.
Zasneli...
A to aniołek poranny samoleczący się...
11 października 2009
Zagadka
Ostatnio, żeby umilić sobie wspólne spacerki zadajemy sobie z Łucją krótkie zagadki. Nie inaczej było dzisiaj. I choć zazwyczaj nie jest łatwo rozwikłać Łucji logikę, jedna z dzisiejszych zagadek powaliła mnie na łopatki.
Co to jest? Jest większe od drzewa i mniejsze od krzaczka?...
...Anyone?....
...Nikt?...
Przecież to oczywiste!
Samolot i szczeniaczek.
Co to jest? Jest większe od drzewa i mniejsze od krzaczka?...
...Anyone?....
...Nikt?...
Przecież to oczywiste!
Samolot i szczeniaczek.
Łucja Samosia
Dzieci dorastają, czy tego chcemy czy nie...
Przez ostatnie 4.5 roku budzeni krzykiem Łucji, ze jest głodna, z radością przyjeliśmy jej inicjatywę robienia śniadań samodzielnie. Wyjmuje sobie dziecko miseczke ze zmywarki, mleczko z lodówki a płatki śniadaniowe z szafki a rodzice mają jeszcze kilka minut snu dla siebie... To jednak przestalo wystarczać.
Pewnego dnia Łucja wyjeła ze zmywarki miseczke, mleczko z lodówki, nalała mleczka, włożyła je do mikrofalówki na 30sek i zrobiła sobie kaszke... Teraz juz nie robie kanapek, kaszek, nie nakładam lodów, nie zawijam naleśników... Nie nalewam picia, nie napuszczam wody do wanny...
I tak, krok po kroku nasza starsza pociecha odcina pępowine... Narazie jeszcze mi to odpowiada...
Przez ostatnie 4.5 roku budzeni krzykiem Łucji, ze jest głodna, z radością przyjeliśmy jej inicjatywę robienia śniadań samodzielnie. Wyjmuje sobie dziecko miseczke ze zmywarki, mleczko z lodówki a płatki śniadaniowe z szafki a rodzice mają jeszcze kilka minut snu dla siebie... To jednak przestalo wystarczać.
Pewnego dnia Łucja wyjeła ze zmywarki miseczke, mleczko z lodówki, nalała mleczka, włożyła je do mikrofalówki na 30sek i zrobiła sobie kaszke... Teraz juz nie robie kanapek, kaszek, nie nakładam lodów, nie zawijam naleśników... Nie nalewam picia, nie napuszczam wody do wanny...
I tak, krok po kroku nasza starsza pociecha odcina pępowine... Narazie jeszcze mi to odpowiada...
Kartke dla wujka Piotrka na urodziny też robiła sama.
Subskrybuj:
Posty (Atom)