Godzina ok 20.30, Łucja ogląda Muminki, na ekranie pojawia sie stwór, oczy mu swiecą na zielono, z nozdrzy wydobywa sie dym, słowem idealna bajka na dobranoc... Zeby troche złagodzić efekt mówię, że to chyba dziadek mróz, bo kwiatki więdną jak on idzie a z buzi leci mu para, całkiem jak nam w zimie... Po kilkuminutowej pogawędce o mrozie i zimie Łucja, z pobłażliwym umiechem stwierdza:
"Tak naprawde to ja mysle, że to jest potwór..."
Ale mama może wierzyć w co chce...
Poniżej rysunek przedstawiający mnie i Łucje (chyba za starych, dobrych czasów, jak nie było Igora i mogłam sobie posiedziec na ławce na placu zabaw zamiast robić nieskończoną liczbę rundek w pogoni za nim). Ja na ławce, Łucja biega, drzewo rosnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz