Okazało się, że nasz syn to damski bokser. Tzn. na siostrze trenował już od jakiego czasu (przy zdecydowanym acz nieprzekonującym go sprzeciwie rodziców) ale pierwszy raz dostało sie obcemu dziecku i to w dodatku płci żeńskiej...
Jak zwykle, na przedszkolnym placu zabaw przy wózku Iga zebrała się spora grupka czterolatków, w tym niepozorna blondyneczka J. Najsmieszniejsze (dla przedszkolaków, nie dla Iga...) okazało sie robienie (smiesznych) min z wywalaniem jezyka i wywracaniem oczu... Widowisko dla publicznosci dosć drażniące, a co dopiero dla Młodego, który nie mając gdzie uciec, chlasnął pierwszą, najbliższą (ok 10 cm od jego wlasnej) twarz, akurat należącą do J... Towarzystwo sie opamiętało a Igor dał sie poznać jako chłopak zdecydowany i nie przebierający w srodkach... Tylko co miała zrobić matka, w dodatku pod ostrzałem spojrzeń wyszkolonej i dowiadczonej kadry nauczycielskiej...
Matka przepraszać za syna nie zamierzała, w końcu został sprowokowany. Wytłumaczyła tylko, ze takie miny sie Igowi musiały nie podobać a Igowi, że bić nie wolno, choćby w afekcie...
No i gdzie są granice obrony koniecznej?
J..., buziak od Igora. Na zgode...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz