Oto, w całej okazałości, Mały ubiegający sie o amerykańską promesę wizową...
Tylko czy zmiękczy serce Konsula sekcji wiz nieimigracyjnych?...
18 września 2009
16 września 2009
Damski bokser
Okazało się, że nasz syn to damski bokser. Tzn. na siostrze trenował już od jakiego czasu (przy zdecydowanym acz nieprzekonującym go sprzeciwie rodziców) ale pierwszy raz dostało sie obcemu dziecku i to w dodatku płci żeńskiej...
Jak zwykle, na przedszkolnym placu zabaw przy wózku Iga zebrała się spora grupka czterolatków, w tym niepozorna blondyneczka J. Najsmieszniejsze (dla przedszkolaków, nie dla Iga...) okazało sie robienie (smiesznych) min z wywalaniem jezyka i wywracaniem oczu... Widowisko dla publicznosci dosć drażniące, a co dopiero dla Młodego, który nie mając gdzie uciec, chlasnął pierwszą, najbliższą (ok 10 cm od jego wlasnej) twarz, akurat należącą do J... Towarzystwo sie opamiętało a Igor dał sie poznać jako chłopak zdecydowany i nie przebierający w srodkach... Tylko co miała zrobić matka, w dodatku pod ostrzałem spojrzeń wyszkolonej i dowiadczonej kadry nauczycielskiej...
Matka przepraszać za syna nie zamierzała, w końcu został sprowokowany. Wytłumaczyła tylko, ze takie miny sie Igowi musiały nie podobać a Igowi, że bić nie wolno, choćby w afekcie...
No i gdzie są granice obrony koniecznej?
J..., buziak od Igora. Na zgode...
Jak zwykle, na przedszkolnym placu zabaw przy wózku Iga zebrała się spora grupka czterolatków, w tym niepozorna blondyneczka J. Najsmieszniejsze (dla przedszkolaków, nie dla Iga...) okazało sie robienie (smiesznych) min z wywalaniem jezyka i wywracaniem oczu... Widowisko dla publicznosci dosć drażniące, a co dopiero dla Młodego, który nie mając gdzie uciec, chlasnął pierwszą, najbliższą (ok 10 cm od jego wlasnej) twarz, akurat należącą do J... Towarzystwo sie opamiętało a Igor dał sie poznać jako chłopak zdecydowany i nie przebierający w srodkach... Tylko co miała zrobić matka, w dodatku pod ostrzałem spojrzeń wyszkolonej i dowiadczonej kadry nauczycielskiej...
Matka przepraszać za syna nie zamierzała, w końcu został sprowokowany. Wytłumaczyła tylko, ze takie miny sie Igowi musiały nie podobać a Igowi, że bić nie wolno, choćby w afekcie...
No i gdzie są granice obrony koniecznej?
J..., buziak od Igora. Na zgode...
14 września 2009
Mały flashback...
... z Łucji bonmotów z ostatnich kilkunastu miesięcy...
--------
R. wychodzi wieczorem na firmową imprezę. Łucja przejęta szuka argumentu zeby Tato został w domu:
Ł-Tato ale Ty nie mozesz wyjsć...
R.- Ale dlaczego?
Ł.- Bo jest ciemno na dworze, nic nie będziesz widział...
--------
R. z Dziadkiem i Łucją odbijają balona, niestety najczęsciej z pominięciem Ł. Ł. biega od jednego do drugiego aż wreszcie wkurzona woła "PANOWIE! Oddajcie mi balona!!!"
--------
Ł.- Mamo, a Tato brzydko powiedział...
Ja, troche bez zastanowienia- A jak powiedział...?
Ł.- Kuma wać...
--------
Jedziemy autem. Ja opowiadam R. historie z ostatnich Wiadomosci jak karetka nie przyjęła zgłoszenia do niemowlaka i do szpitala przywiozła go policja. Łucja słucha zaciekawiona ale po chwili, z krzywą miną komentuje: "Wiesz... jaka dziwna ta historyjka..."
--------
Dzwoni domofon. Ja odbieram, słucham, po chwili mówię "Niestety nie" i odkładam słuchawke. Łucja stoi przy mnie i obserwuje
Ł- Kto to?
Ja - Bezdomny
Ł.- I co? Chciał z nami mieszkać?
--------
Igi uderzył sie i płacze. Z tego płaczu zaczyna kaszleć. Łucja siedzi obok niewzruszona, rzuca mu pogardliwe spojrzenie i mówi "Taaaaa, i weż się jeszcze porzygaj..."
--------
Igor w wózki, Łucja stoi na podstawce, przechodzimy przez ulice i ponieważ Łucja sie nie trzymała to na krawężniku troche ją zarzuciło.
Ja- Łucja trzymaj sie!! Przecież wiesz, ze możesz się tak uderzyć!!!
Ł.- Nie krzycz na mnie!
Ja - nie krzycze. Zdenerwowałam sie i powiedziałam ostrzejszym tonem...
Ł.- No tak to my się nie dogadamy...
--------
Jedziemy do laryngologa, niestety Łucja baaardzo nie lubi tych wizyt. Ruszamy spod bloku a Ł. "Już mnie nie boli to uszko, mozemy spokojnie wracać do domu..."
A na koniec, dla umilenia - żyrafa.
--------
R. wychodzi wieczorem na firmową imprezę. Łucja przejęta szuka argumentu zeby Tato został w domu:
Ł-Tato ale Ty nie mozesz wyjsć...
R.- Ale dlaczego?
Ł.- Bo jest ciemno na dworze, nic nie będziesz widział...
--------
R. z Dziadkiem i Łucją odbijają balona, niestety najczęsciej z pominięciem Ł. Ł. biega od jednego do drugiego aż wreszcie wkurzona woła "PANOWIE! Oddajcie mi balona!!!"
--------
Ł.- Mamo, a Tato brzydko powiedział...
Ja, troche bez zastanowienia- A jak powiedział...?
Ł.- Kuma wać...
--------
Jedziemy autem. Ja opowiadam R. historie z ostatnich Wiadomosci jak karetka nie przyjęła zgłoszenia do niemowlaka i do szpitala przywiozła go policja. Łucja słucha zaciekawiona ale po chwili, z krzywą miną komentuje: "Wiesz... jaka dziwna ta historyjka..."
--------
Dzwoni domofon. Ja odbieram, słucham, po chwili mówię "Niestety nie" i odkładam słuchawke. Łucja stoi przy mnie i obserwuje
Ł- Kto to?
Ja - Bezdomny
Ł.- I co? Chciał z nami mieszkać?
--------
Igi uderzył sie i płacze. Z tego płaczu zaczyna kaszleć. Łucja siedzi obok niewzruszona, rzuca mu pogardliwe spojrzenie i mówi "Taaaaa, i weż się jeszcze porzygaj..."
--------
Igor w wózki, Łucja stoi na podstawce, przechodzimy przez ulice i ponieważ Łucja sie nie trzymała to na krawężniku troche ją zarzuciło.
Ja- Łucja trzymaj sie!! Przecież wiesz, ze możesz się tak uderzyć!!!
Ł.- Nie krzycz na mnie!
Ja - nie krzycze. Zdenerwowałam sie i powiedziałam ostrzejszym tonem...
Ł.- No tak to my się nie dogadamy...
--------
Jedziemy do laryngologa, niestety Łucja baaardzo nie lubi tych wizyt. Ruszamy spod bloku a Ł. "Już mnie nie boli to uszko, mozemy spokojnie wracać do domu..."
A na koniec, dla umilenia - żyrafa.
Robale i w ogóle...
Po wczorajszej wizycie w Teatrze Lalek ("Mamo, ale tu nie ma żadnych lalek tylko same robale...") powrócił temat owadów. Dlaczego mama sie ich boi, po co są biedronki, a czy wiem, ze ćmy to też motyle i, że niektóre motyle żyją tylko kilka dni... Obrazek swierszcza powstał zanim mi Córkę entomologicznie uswiadomiono... Nie uwzglęnia się uszu na nogach choć to fakt przesmieszny dla czterolatki...
To mi przypomniało wizyte w Motylarni w Zoo, skąd obie wybiegłymy z piskiem prawie... Wtedy Ł. stwierdziła, ze więcej nie będzie oglądać zwierząt, które nie są zamknięte...
Musze przestać zarażać dzieci swoimi fobiami...
Witam
Jako siedząca w domu Kura, nie widząca świata poza swoimi dziećmi i nie mająca ponad nie innych tematów, z nadmiaru wolnego czasu postanowiłam troche pobloggować...
Głównie zeby nie zapomnieć i żeby inni nie zapomnieli... O nas...
Od czterech i pół roku mamy w domu Huragan. Huragan pomysłów, słów, podskoków i zajęć. Półtora roku temu dołączył drugi. Niestety, odkąd połączyli siły, nasze próby oparcia sie ich sile spełzają na niczym. Jedynym naszym ratunkiem jest ta jedna w tygodniu noc, kiedy jedno z nas ma za zadanie obudzić sie wyspanym...
Ł. jest przedszkolakiem już drugi rok, ma sale na pierwszym piętrze i z pogardą zerka na parterowe, płaczące Maluszki.
I. nie ma kompleksów na punkcie swojego wieku... On w ogóle nie ma kompleksów na punkcie niczego...Oto dwa nasze Szczęscia, Nieszczęścia, Powody do dumy, Wywoływacze uśmiechu, Złodzieje świętego spokoju. I snu złodzieje jeszcze...
Welcome...
Subskrybuj:
Posty (Atom)