06 listopada 2009

Głowa w chmurach

Nie wiem czy wiecie ale nasze starsze dziecko ma pewną niesamowitą cechę, której nie ma chyba nikt w moim otoczeniu, dlatego jest dla mnie tak fascynująca. Łucja jest dzieckiem bystrym i ciekawskim a jednak czasem... hmmm... jakby to nazawać bez przypinania etykietek... buja w obłokach, rozkojarza się, jej myśli zbaczają z obranego kierunku. Urocza cecha. Bez ironii...

Wczoraj, godzina 6.15, Łucja wstaje i postanawia zrobić sobie śniadanie. Ja śpię nadal ale dociera do mnie, że w puszce, gdzie trzymamy kaszke jest pusto wiec pewnie zaraz dostanę zadanie...
I przychodzi Łucja, proszę żeby przyniosła mi opakowanie kaszki, ja je otworzę a ona sobie dokończy... Ok. Opakowanie kaszki okazuję sie porządne więc prosze: "Łucja przynieś mi nożyczki, są w Twoim pudełku na kredki"...
Gdzieś między moją sypialnią a Łucji pudełkiem na kredki dziecko zapomniało, po co szło... Pewnie coś jej świtało, bo po chwili  budzi mnie stukanie w ramie, obracam się a tam Łucja stoi i wręcza mi... KREDKĘ!!!

Najczęściej moment rozprężenia widać, kiedy idzie. Najpierw zdecydowanym krokiem, w konkretnym kierunku, po chwili krok staje sie bardziej spacerowy, wolniejszy, idylliczny można by powiedzieć, Łucja zaczyna rozglądać się na boki, nieprzytomnym wzrokiem omiata otoczenie, po czym zajmuje się pierwszą interesująca ją rzeczą, raczej rzadko mającą cokolwiek wspólnego z pierwotnym zadaniem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz