29 stycznia 2010

Igor śpiewa

A tak Igorek śpiewa piosenkę. Jakby ktoś nie zrozumiał, Igor śpiewa "New York" razem z Alicią Keys i Jay-Z... Talent?
Chyba tak, bo prawdziwe talenty zawsze śpiewają boso...

28 stycznia 2010

Spanie

Mama sie uczy a Igor musi jakoś sobie dać rade...


Marzenie Łucji

Marzenie Łucji spełnia się raz na jakiś czas, przy okazji wizyty u Wujka i Asi.







A oto dlaczego Łucja nie bedzie mieć pieska w domu.



19 stycznia 2010

Odpowiedź na zagadke

To jest oczywiście piesek!

Może kiedyś...

Rafał z wyrzutem dzisiaj zapytał, czemu nie zamieściłam zdjęcia z jego meczu NBA... Nie wiem, czemu nie zamieściłam, ale i nie wiem, czemu to ważne. Może kiedyś ma tam grać któreś nasze dziecko...


18 stycznia 2010

Kolejna zagadka...

Co to jest? Zrobiła to Łucja i, jak można się domyślić tylko ona znała odpowiedź na to pytanie...


































Odpowiedź za jakiś czas. Ci, którzy znają odpowieź, nie podpowiadać...

Wyjazd

Żeby podreperować troszke ststystyki styczniowe i oprzeć się zarzutom, że zapomniałam o blogu zamieszczam kilka zdjęć z naszej Podróży Życia (jak dotąd).
















Babcia miała okazję zabawić się w konika ciągnącego sanie. Łucja uwielbia śnieg, Igor nie był przekonany, czy nie jest to zjawisko zbytnio przypominające piasek, którego on nie cierpi...






















Była i choinka, i stylizacja na koszykarza. To ciekawe w świetle teorii terapeutki Alice Miller o dzieciach jako więźniach marzeń rodziców...
Kule z pingwinkami zabrali celnicy na lotnisku. Zagrażała bezpieczeństwu...






















A potem były Święta i przyszedł Mikołaj i chyba sklep z zabawkami obrabowal bo tyle przyniósł prezentów, że ciężko było wśród nich znaleźć dzieci...







...Szczególnie Igora. Chociaż ten odkrywał swoje prezenty jeszcze przez następne dwa tygodnie...













W Pierwszy dzień Świąt Igor przeszedł do konsumpcji ciastek... I miał wiele przeciwko temu, że go ktoś prosił o koooolejneee zdjęcie...
























A potem Łucja bardzo chciała zobaczyć te sławne Duże Budynki więc pojechaliśmy. Łucja miała wrażenie, ze ogromne wieżowce zaraz się na nią przewrócą, i bardzo jej sie to wrażenie podobało. W meksykańskiej knajpce, gdzie jedliśmy lunch (tak,tak jadalismy tam lunch a nie zwykły obiad) podano nam burrito zawinięte w papier a Łucja bardzo była zaskoczona, że "w TYM Nowym Jorku nie podają na zwykłych talerzach..." Zmęczona ale chyba zadowolona, mimo, że nie pojechaliśmy na Ground Zero a to, wg Łucji najciekawsze miejsce na świecie, z magnesem w kształcie Statuły wracała do domu...








Krótki wypad do zaśnieżonego Bostonu. Tato w końcu poszedł na mecz NBA a nam przemokły buty na tej chlapie... Ale canoli były pyszne...

























W wolnym czasie i żeby gospodarze mogli odpocząć od krzyków i szaleństw naszych dzieci, schodziliśmy do piwnicy na partyjke...
Krótki kij uznany został za kij dla dzieci...












Tylko Igora trzeba było pilnować bo czasem zabierał bile...

























Niestety nadszedł czas pożegnań. A zaczał czas najdłuższej podróży w naszym życiu... Było kilka rekordów i przełamania lodów. Najdłużej bez snu i odpoczynku a z dzieciakami pod opieką - 34h.Główne źródło pożywienia - frankfurcki McDonald's. Miejsce półgodzinnej drzemki mamy - stolik w McDonaldzie... Czas trwania podróży do domu - 48h.



To ten McDonald's właśnie. Przynajmniej widok był ciekawy...












Tak czy owak odwiedziny u Rodziny - super! Za co bardzo Rodzinie dziękujemy!
A teraz zabieram się za naukę do sesji...