20 listopad 2009

Grzeczne dzieci...

Igor dotyka mojego laptopa a nie powinien.
A, że Łucja ma silne poczucie zasad i przeszkadza jej ich bezkarne łamanie, zaczyna mu robic wykład...
Że dzieci nie mogą dotykac komputera, szczególnie małe dzieci.
A jak on dotyka to znaczy, że sie nie słucha mamy...
I teraz cytat:
"Bo dzieci, które mieszkają w Ameryce Północnej są grzeczne i nie dotykają komputera, jeśli nie mogą. W Ameryce Północnej i Australii..."

18 listopad 2009

Matka + szkoła = opóźnienia

Kto by pomyślał, jak składałam papiery na Uczelnię, że będę musiała się uczyc praktycznie codziennie... Blog zaniedbany troszke, dzieci, mam nadzieje, mniej zaniedbane...

Ale za to Łucja także odkryła w sobie pęd do wiedzy. W centrum jej zainteresowań leży człowiek. Kiedy już nasyciła pierwszy głód wiedzy o ciele człowieka, zainteresowała sie ewolucją... I teraz siedzimy na youtubie i oglądamy filmiki o tym, jak to małpka zmieniała się w człowieka.
Ostatnio Łucja przyszła do mnie i prosi, żeby pokazac jej film, jak powstał człowiek. Na pytanie czy tak bardzo jej sie te filmy spodobały odpowiedziała, że "tak, bo ona wlaśnie tak stała sie kobietą..."

06 listopad 2009

Głowa w chmurach

Nie wiem czy wiecie ale nasze starsze dziecko ma pewną niesamowitą cechę, której nie ma chyba nikt w moim otoczeniu, dlatego jest dla mnie tak fascynująca. Łucja jest dzieckiem bystrym i ciekawskim a jednak czasem... hmmm... jakby to nazawać bez przypinania etykietek... buja w obłokach, rozkojarza się, jej myśli zbaczają z obranego kierunku. Urocza cecha. Bez ironii...

Wczoraj, godzina 6.15, Łucja wstaje i postanawia zrobić sobie śniadanie. Ja śpię nadal ale dociera do mnie, że w puszce, gdzie trzymamy kaszke jest pusto wiec pewnie zaraz dostanę zadanie...
I przychodzi Łucja, proszę żeby przyniosła mi opakowanie kaszki, ja je otworzę a ona sobie dokończy... Ok. Opakowanie kaszki okazuję sie porządne więc prosze: "Łucja przynieś mi nożyczki, są w Twoim pudełku na kredki"...
Gdzieś między moją sypialnią a Łucji pudełkiem na kredki dziecko zapomniało, po co szło... Pewnie coś jej świtało, bo po chwili  budzi mnie stukanie w ramie, obracam się a tam Łucja stoi i wręcza mi... KREDKĘ!!!

Najczęściej moment rozprężenia widać, kiedy idzie. Najpierw zdecydowanym krokiem, w konkretnym kierunku, po chwili krok staje sie bardziej spacerowy, wolniejszy, idylliczny można by powiedzieć, Łucja zaczyna rozglądać się na boki, nieprzytomnym wzrokiem omiata otoczenie, po czym zajmuje się pierwszą interesująca ją rzeczą, raczej rzadko mającą cokolwiek wspólnego z pierwotnym zadaniem...

04 listopad 2009

Dziewczynka

Z jakiegoś powodu często zwracam się do dzieci per "dziewczynko" i "chłopczyku" i jak narazie przechodziło to bez echa i sprzeciwów. Aż do dzisiejszego ranka, kiedy przy myciu zębów Łucja miała jak zwykle kilka innych ciekawych rzeczy do zrobienia, a samo mycie niebezpiecznie sie już przeciągało.
No i mówie: "Dziewczynko, myj zęby szybciej bo nie zdażysz sie przygotować do przedszkola i nie pojdziesz...", na co Łucja rzuca mi spojrzenie przez ramie i mówi: "Co, nie znasz mnie?".
Zaskoczona, nie bardzo wiem, o co chodzi...
A Łucja: "No, nie znasz mnie? Nie wiesz jak mam na imie...?"

No i głupio się matce zrobiło...

02 listopad 2009

Jedzący inaczej

Zauważyliśmy ostatnio u Igora przedziwny trend w sposobie jedzenia...
Tak, tak, wiem, niech dziecko je jak mu wygodnie, w końcu sie nauczy.
Tyle, że ta technika od znanych mi technik troche odbiega...

Po otrzymaniu talerza z jedzeniem, Igor...



...wykłada całą stałą zawartość talerza na stół...





















Zlizuje lub wypija część płynna lub półpłynną... Po czym...




















...część stałą przekłada na talerz wyjadając co drugi kęs.
Z zupą też tak potrafi...

Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda...


Król ciszy

W piątek po południu wybrałyśmy sie z Łucją na bardzo ciekawą i jak sie okazało pouczającą bajkę o dwuznacznym tytule "Odlot". Dla mnie cały dydaktyzm bajki skupił sie na wspomnianej przez głównego bohatera "grze" w Króla ciszy - bezwzględnym narzędziu zmęczonych rodziców do powstrzymania słowotoku dziecięcego choć na dwie minutki....
No i przypomniała mi się gra w aucie podczas drogi na cmentarz, która, przy koszmarnych rozwiązaniach komunikacyjnych wrocławskich urzędników trwała grubo ponad pół godziny i obejmowała większość miasta. Więc jak Łucja musiała przerwać wywód o kotku żeby nabrać oddechu, doszłam do głosu i proponuje gre w Króla ciszy. Po wyłożeniu zasad gry, dziecię uznało za wystarczająco ciekawą i gramy... 3...2...1... już!

Po ok 10 sekundach słyszę z tyłu, przez zaciśnięte zęby (, że jak sie nie rusza szczęką to sie nie mówi chyba) "...ja musze coś powiedzieć...". 3 sekundy przerwy i... "czy możemy jeszcze chwile porozmawiać o tym kotku...". 

Znaczy, że chyba Królem ciszy zostałam ja...